fjfjf.png
  • paulasthetic

Subiektywnik wiedeński, część III | Subjectour in Vienna, part III

Trzecią część Subiektywnika otwiera rozstanie. Bratysława pożegnała nas pięknym wschodem słońca. Nieważne, ile zdjęć by się zrobiło - żadne z nich nie odda tego, jak przyjemnym widokiem były pierwsze promienie poranka oświetlające jezioro co rusz to z innej strony. Po owocnym biegu, jako zagorzała zwolenniczka spacerów, zarządziłam wyprawę w stronę starego miasta, bo nasze (jak już pewnie zauważyliście) wiecznie nienasycone żołądki zdążyły już dać o sobie znać.

Wylądowaliśmy w Urban House, gdzie spotkała mnie miła niespodzianka – zaszczytne miejsce w menu zajmował osławiony Beyond Burger , tuż obok „paluszków rybnych” z selera. Restauracja łącząca dwa światy – mięsożerców i wegan, o przyjemnym dla oka loftowo – industrialnym wystroju, gdzie można zająć miejsce wśród wszechobecnych rur przy wielkich drewnianych stołach i wygodnych kanapach, ugościła nas bardzo smacznym matcha latte na domowym mleku migdałowym i dwoma wyżej wymienionymi pozycjami. Rozpłynęłam się nad „paluszkami rybnymi”, które w moim odczuciu przebiły nawet imitację mielonego mięsa w burgerze – w idealnie chrupiącej panierce, ze słonym rybnym posmakiem nadanym przez obecność nori automatycznie znalazły się na mojej liście TOP 10. Do tego autorska kawa na wynos, przy wyborze której pomagała nam przesympatyczna pani kelnerka - i mogliśmy ruszać w dalszą drogę.

Odbyłam wiele wycieczek. Pakowałam się już setki razy. Ale i tak za każdym razem coś mnie zaskoczy. Jak na przykład konieczność zabrania w lecie stroju kąpielowego. Kto by pomyślał, że podczas wyjazdu nad wodę można będzie się kąpać (?!). Nasi słowaccy znajomi, którzy chętnie służyli swoim transportem (i chwała im za to) wywieźli nas nad jezioro, gdzie – jako nierozgarnięci turyści – z braku koca i odpowiedniego odzienia bez skrępowania wyłożyliśmy się w cieniu pod jednym z drzew wśród wszechobecnych zdziwionych oblicz tubylców. Idealnie miejsce do praktykowania mindfulness.

Ale teraz tak serio. Serdecznie Wam polecam wyjąć choć jeden dzień ze zwiedzania podczas wyjazdu i wybrać się w miejsce, gdzie będziecie mogli całkowicie się zresetować bez żadnych zobowiązań, Internetów i urządzeń elektronicznych. Zbawienne dla psychiki. Pozwala sobie przypomnieć, że życie wśród pętających się pod nogami kabli narzucamy sobie sami, więc trzeba też sobie „narzucać” możliwość życia bez nich.

Dzień zakończył się spacerem po deptaku starego miasta, podziwianiem przyjemnie oświetlonych budynków i symboliczną wizytą w browarze, w którym zaganiany pan kelner zapomniał całkowicie o części zamówienia, a także o swojej rekompensacie związanej z możliwością domówienia kolejnych pozycji z karty dań. Po raz kolejny przekonałam się, że miejsca tworzą ludzie – w innej sytuacji pewnie bym się wkurzyła za nieogarnięcie obsługi, ale towarzystwo i wspominanie wspólnie spędzonych lat pozwoliło przenieść się w inny wymiar rzeczywistości. Z właściwymi ludźmi wszystko potrafi stać się lepsze… dlatego z pewną dozą żalu opuściliśmy Bratysławę.

Ale o tym już za tydzień! Z kolejnego Subiektywnika dowiecie się, gdzie znaleźć najlepsze na świecie drożdżówki i dlaczego warto sprawdzać pięć tysięcy razy pod rząd godziny otwarcia muzeów.


***


The third part of the Subjectour starts with a farewell. Bratislava said goodbye to us with a beautiful sunrise. It doesn't matter how many photos I would have taken- none of them would reflect how pleasant the first rays of the morning illuminating the lake were. After a fruitful run, as a zealous supporter of walks, I’ve initiated a trip to the old town, because our (as you have probably noticed) eternally insatiable stomachs have already made their presence known.

We found ourselves in Urban House, where I faced a pleasant surprise - the famous Beyond Burger was on the menu, right next to the celery "fish sticks". The restaurant combining two worlds - carnivores and vegans, with a pleasant lofty / industrial decor, where you can place yourself among the ubiquitous pipes at a large wooden tables and comfortable sofas, welcomed us with a very tasty matcha latte on homemade almond milk and the two above-mentioned courses. I was delighted with their "fish sticks", which (in my opinion) even exceeded the imitation of minced meat in a burger - that perfectly crispy coating with a salty, fishy taste provided by nori - they automatically ended up on my TOP 10 list. With the aromatic coffe in our hands (with a little bit of help of a very nice waitress) we headed to the next part of our trip.

I’ve been travelling quite a lot. I've packed myself a hundreds of times already. But there will always be something, that will surprise me every time. Like, for example, the need for a swimsuit in summer. Who would have thought that during a lake road trip you can actually swim (?!). Our Slovak friends who willingly supported us with their transport (bless them for that and everything else) took us to the lake, where - as a careless tourists – because of the lack of a blanket and appropriate clothing we laid in the shade of one of the trees without any embarrassment, among the omnipresent surprised faces of the natives. A perfect place to practice mindfulness.

But now seriously. I honestly recommend you to take at least one day out of sightseeing during your trip and go to a place where you can completely reset yourself without any limitations, Internet or electronic devices. It’s beneficial to the mind. Reminding ourselves that we entrust our lives on cables tangled under our feet, so we also have to "force ourselves" to live without them.

The day has ended with a long walk around the old town, admiring the nicely lit buildings and a symbolic visit to the brewery, where the distracted waiter completely forgot about the part of the order, as well as his compensation (which was the possibility of ordering more items from the menu). Once again, it ensured me that places are created by people - in a different situation I would probably be pissed off because of the service, but the company and recollection of years spent together allowed me to travel to another dimension. With the right people, everything can get better ... and that's why we left Bratislava with some kind of sorrow in our hearts.

But more of that – next weex! In the next Subjectour you will find out where to find the best buns in the world and why you should check the opening hours of museums five thousand times in a row.

See you then!

1 wyświetlenie