fjfjf.png
  • paulasthetic

O ustawianiu swojej życiowej pralki | About setting your life – washing - machine

Zaktualizowano: 7 sty 2021

Od kilku tygodni siedzę w miejscu, w którym czuję się jak w domu.

Wita mnie słońce, poranna kawa, świergot ptaków za oknem.

Tyle, że nie zawsze je zauważam. Nie zawsze odpowiadam im na „dzień dobry”.


Czasem nastawiam od razu tryb wirowania w moim życiu i… zaczyna się.


Jak w pralce – najpierw „zalewa” mnie fala obowiązków. Potem kotłuję się razem z nimi, próbując wykorzystać każdą wolną chwilę na to, żeby zdążyć.

Wyrobić się.

Tak, żeby później mieć jeszcze dla siebie czas wolny.


I kiedy kończy się już mój program, zauważam, że razem z nim kończy się mój dzień.

I czuję się „wypłukana”.

I nie pobawiłam się z cieniem, który maluje mi obrazy na ścianie. Kawę wypiłam z dodatkiem pośpiechu, a przecież nie lubię dodatków do kawy.


Zmieniają smak.


W życiu też łatwo go zmienić, kiedy dodaje się zbyt wiele do jednego małego kubeczka zwanego „dniem roboczym”.


Czego się nauczyłam?


Mój dom i moje miejsce pracy nie jest zależne od miejsca, ale od granic, które sobie postawię.

I to ode mnie zależy, czy przepracuję cały dzień, tydzień, a pod koniec weekendu będę tak „wyprana”, że nie będę miała siły na to, by znów nastawić „wirowanie”.


***


I’ve been sitting in a place where that feels like home for several weeks.


The sun is waving to me through my window, my big mug of coffee starts my morning with the singing birds sitting on my balcony.

But the thing is – sometimes I don't notice them. Sometimes I don't answer their "good morning".


Sometimes I immediately set the "spin mode" in my life and ... it begins.


Like in a washing machine – first of all, I’m flooded with a wave of duties. Then I mingle with them, trying to use every spare moment to make it on time. To have some free time later in the day.

And when my program ends, my day ends too.

And I feel "washed out".


And I haven't had a chance to play with the shadow that paints some abstract ideas on my bedroom wall. I drank coffee with a rush, but I like my coffee black, without additives.


They change the taste.


It’s also easy to change the taste of life when you’re adding too much to that one small cup called "business day".


What have i learned from that?


My home and my workplace doesn’t depend on the place, but on the limits I set. And it depends on me whether I work all day, a whole week, so that the end of the weekend I’ll be so "washed out” that I won’t have the strength to set the "spin mode” again.

7 wyświetleń